czwartek, 11 listopada 2010

O tradycji rogala.


Są takie smaki które nigdy się nie nudzą i są okazje dzięki którym są one wyjątkowe.
Właśnie jedna z tych okazji skłoniła mnie dziś do nadrobienia zaległości blogowych.

Rogale świętomarcińskie-wielkopolskie, w regionie Kujaw zwane 'bydgoskimi' lub 'kujawskimi'. Nie liczy się jednak nazwa a ich cudowny aromat i smak tradycji.
Wczoraj wieczorem, po zamknięciu sklepów zakończyła się ogólna pogoń za słodkim przysmakiem.
Jednak jego historia sięga już roku 1891, kiedy to zbliżał się dzień św. Marcina, a ówczesny proboszcz poznańskiej parafii pod jego wezwaniem, zaapelował do wiernych, aby zrobili coś dla biednych (wzorem patrona) . Józef Melzer, poznański cukiernik, upiekł wtedy trzy blachy rogali i przyniósł pod kościół.
W następnych latach dołączyli do niego kolejni mistrzowie tego fachu, aby każdy mógł w ten dzień najeść się do syta. Bogatsi poznaniacy kupowali smakołyk, biednym dawano go za darmo. Zwyczaj wypieku rogali przejęto i utrzymano do dziś.



Mam nadzieję, że też udało się Wam zjeść chociaż jednego, albo jeszcze lepiej, upiec je samemu. Wszystkim, którym się upiekło, gratuluję, a tym którym rogale mniej wychodzą podrzucam tegoroczny Ranking, wszystkim życząc 'Smacznego'.


Rogale marcińskie.

składniki:

ciasto:
400 g mąki pszennej
30 g drożdży plus 1 łyżeczka cukru
150 g masła
1 cukier waniliowy
2 jajka
2 żółtka
50 g cukru

nadzienie:
200 g białego maku
100 g migdałów
600 ml mleka
200 g cukru
2 łyżki miodu
drobno pokrojona laska wanilii
50 g kandyzowanej skórki pomarańczowej
80 g masła
kilka kropli aromatu migdałowego
kilka kropli aromatu cytrynowego
sok z 1/2 cytryny

przygotowanie:

Ciasto:
Drożdże zasypać cukrem, wlać łyżkę ciepłej wody. Odstawić na 15 minut.
Wszystkie składniki połączyć i zagnieść ciasto - ja robię to przy pomocy miksera z hakiem do zagniatania. Ciasto na początku jest bardzo lejące, potem klejące. Pod żadnym pozorem nie należy dosypywać mąki, ponieważ będzie twarde.
Ciasto zagniatamy tak długo, aż zacznie odstawać od ścianek naczynia i nie będzie się kleiło do rąk.
Przykryć ściereczką i odstawić do wyrastania na ok. 1,5 h.

Nadzienie:
Mleko zagotować z wanilią. Zalać nim mak i gotować ciągle mieszając na bardzo małym ogniu ok. 30 minut.
Mak zmielić w maszynce do mielenia mięsa trzykrotnie (używamy sitka o najmniejszych oczkach). Migdały drobno posiekać, dodać do maku.
Masło rozpuścic w garnku, dodać zmielony mak, migdały i pozostałe składniki. Gotować ok. 10 minut - cukier powinien się rozpuścić.
Ostudzić.

Ciasto rozwałkować na grubość ok. 1/2 - 3/4 cm.
Z ciasta wykrawać trójkąty równoramienne (moje miały podstawę 10 cm). Ramiona powinny być na tyle długie, by łatwo było zwijać rogale.
Na każdy trójkąt układać łyżeczką nadzienie u podstawy i po bokach trójkąta. Po bokach zostawiamy ok 1-1,5 cm margines. Zwijać rogale zaczynając od podstawy w kierunku wierzchołka trójkąta. Zlepić ramiona. Układać na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Przykryć ściereczką, by ciasto nie wysychało.
Odstawić do wyrastania na ok. godzinę.
Piekarnik nagrzać do 170 st C (lub 150 st z termoobiegiem).
Rogale posmarować jajkiem wymieszanym z 1 łyżeczką wody lub śmietany.
Wstawić do piekarnika i piec 20-30 minut, do czasu zrumienienia.
Ostudzone rogale polukrować i posypać siekanymi migdałami lub orzechami.

środa, 20 października 2010

Ajjj....

Nie mam czasu nawet pomyśleć, a co dopiero żeby ogarnąć to wszystko...

...chyba wymiękam, bo czuję się jak wyciskana co sekundę, wyświechtana gąbka.

No ale mam chociaż zdjęcia, reszta w weekend.



Mam nadzieje, że jesteście mniej zabiegani.
Miłej połowy tygodnia.

poniedziałek, 18 października 2010

Po domowemu...




Domowe wyroby mają w sobie coś specjalnego. Nie umiem powiedzieć co to jest, ale wiem, że to właśnie to 'coś' sprawia, że domowy dżem, nawet nieudany smakuje lepiej od kupnego. No ale nie samym dżemem człowiek żyje. Więc życząc Wam smacznych śniadań w domowym zaciszu i mglistych poranków otulonych złotym obrazem jesieni przedstawiam:


Fiński chleb i pasztet z pistacjową nutą.

Chleb oczywiście z mojego 'pierwszego' piekarnianego przepisu- Hätäleipä

A pasztet? Tradycja domowego wyrobu, niestety nie mogę nic zdradzić, bo zapewne ze mnie powstało by wtedy podobne cudo...


Pozdrawiam wszystkich wielbicieli domowych wyrobów, miłego dnia i...
...Bon Appétit!

sobota, 16 października 2010

WBD i mój pierwszy chleb.

Tak, tak kochani dziś mamy Światowy Dzień Chleba (World Bread Day).

World Bread Day 2010 (submission date October 16)


Właściwie już dobiega on końca.
Dowiedziałam się o nim niedawno, bo około tygodzień temu,
lecz pierwszą moją myślą było:

'Upiekę mój pierwszy chleb'


Dość opornie się do tego zbierałam, ale to przez liczne utudnienia czasowe. Lecz dziś wiedząc, że mam ostatni dzień i kierując się wspaniałą ideą Dnia Chleba w końcu mogę powiedzieć, że jestem z siebie dumna, bowiem mam go, mam go jak na dłoni, mój pierwszy, okrąglutni bohenek chleba. Nie wiedziałam, że coś tak małego, taki drobny wyraz ludzkiej pracy, może dawać tyle szczęścia. W całym domu roznosi się ten radosny zapach pieczywa, a smak...no ba! mało mówić, że wspaniały, wiem jestem nieskromna, ale dziś mi wolno, bo to mój wielki dzień- Dzień Pierwszego Chleba.


A teraz trochę o moim wypieku:

Hätäleipä- fiński chleb, określany jako 'awaryjny', szybki, łatwy o oryginalnym smaku nadanemu przez melasę. Przepies z bloga Liski.

Hätäleipä

składniki:
20 g świeżych drożdży
200 ml ciepłej wody (40-45 st C)
2 łyżki melasy
1 łyżka oliwy
1 łyżeczka soli
1/2 szkl mąki żytniej (dowolnego typu)
1,5 szkl mąki pszennej


przygotowanie:
Drożdże rozczynić w misce z ciepłą wodą. Dodać melasę, odstawić na 3-5 minut. Dodać oliwę, sól i mąkę żytnią, wymieszać.

Dodać mąkę pszenną, zamieszać 50 razy.

Z ciasta uformować okrągły bochenek bezpośrednio na blasze, wyłożonej papierem do pieczenia. Jeśli ciasto jest luźne przełożyć bochenek do oprószonego mąką koszyczka do wyrastania lub do keksówki wysmarowanej olejem i wysypanej np. otrębami

Odstawić do wyrastania na 30-60 minut.

Piekarnik nagrzać do 230 st C. Wstawić wyrośnięty bochenek oprószony wcześniej mąką, spryskać piekarnik w środku wodą. Po 10 minutach zmniejszyć temp. do 210 st C i dopiekać kolejne 20-30 minut.



Życzę wszystkim pysznych, chlebowych snów.

Bon Appétit!

English version

World Bread Day- Hätäleipä

Ingredients:

20 g fresh yeasts
200 ml warm water (40-45 st C)
2 tablespoons molasses
1 tablespoon olive
1 teaspoon salt
1/2 cup rye flour
1,5 cup wheat flour

Direstions:
Beat yeasts with warm water (use fork) in a bowl. Add molasses, let it stand for 3-5 minutes. Add olive oil, salt and rye flour and mix. Add flour and knead 50 times.

Form round loaf and place on baking tray covered with baking paper or put the dough in basket sprinkled with flour. Let the dough rise for 30-60 minutes.
Piekarnik nagrzać do 230 st C. Wstawić wyrośnięty bochenek oprószony wcześniej mąką, spryskać piekarnik w środku wodą. Po 10 minutach zmniejszyć temp. do 210 st C i dopiekać kolejne 20-30 minut.

Preheat the oven to 446F. Sprinkle loaf with flour and put it into the oven sprinkled with water.After 10 minutes of baking reduce temperature to 410F and bake for next 20-30 minutes.
 
Bon Appétit!

środa, 13 października 2010

Gdzie kucharek 6 tam nie ma co jeść...

...czyli o przysłowiach i notatnikowym obiedzie.




Napewno nie raz każdy z nas słyszał od babci/mamy czy też strony męskiej (ale ona rzadziej komentuje), moralizatorskie lub pouczające uwagi. Często wypowiadane w sensie bardziej dosłownym niż przenośnym jednak czasem wydają nam się już uciążliwe.

'Po co na zmianę solicie tą zupę?'

a przy obiedzie: 'Mówiłam, żebyście tyle nie soliły.' 'Co prawda to prawda, gdzie kucharek 6 tam nie ma co jeść.'

i tak o babcinych uwagach i wywodach można by się godzinami rozpisywać, jednak nie zrobię tego gdyż są one zbyt kochane, żeby się tak z nich po cichy podśmiechiwać, a przysłowia, no cóż są naszą tradycją, przechodzą z pokolenia na pokolenie i zapisują się w naszej pamięci jak przepisy w notatnikach.



À propos notatników, mam w jednym dobry obiad:

Ciecierzyca z tuńczykiem, ogórkiem i twarożkiem.

składniki:
4 porcje

100g ciecierzycy (przed ugotowaniem)
2 puszki tuńczyka (ja używam w sosie własnym, ale jak kto woli)
150 g twarogu, 'udziabanego' z mlekiem lub 1 serek wiejski PIĄTNICA
4 ogórki konserwowe

sól i świeżo mielony pieprz


przygotowanie:

Ciecierzycę namoczyć przez noc. Gotować przez 45 minut i odcedzić.
Tuńczyka odsączyć.
Ogórki pokroić na 4 paski każdy.
Na talerz nałożyć ciecierzycę, na niej ułożyć tuńczyka.
Na czubek dać twarożek/serek, a po bokach ułożyć plastry ogórka.
Doprawić solą i pieprzem do smaku.

Jak lubicie ciepłe można podgrzać w mikrofalówce, ja jednak nie jestem zwolenniczką 'dogrzewanych' dań.



A jakie są Wasze ulubione przysłowia?


Bon Appétit!

sobota, 9 października 2010

Podziękowania, baśń i urocze tarteletki.



Chciałam podziękować wszystkim za słowa otuchy, którymi i obdarzyliście mnie w komentarzach, macie rację, może lepiej, ze stało się to teraz niż za kilka lat. Dzieki wam zrozumiałam, że już chyba czas uwieżyć w siebie i swoje możliwości
W ramach wdzięczności chcia.łam wam zadedykować jedno z moich ulubionych ciast, lecz jeszcze przed tym mam dla was niespodzinkę, mam nadzieję, że lubicie baśnie...




''  Roszpunka była najpiękniejszym dzieckiem pod słońcem. Gdy miała dwanaście lat, zamknęła
ją czarownica w wieży, a leżała ona w lesie i nie miała schodów ani drzwi. Na górze było tylko małe
okienko [...].


Roszpunka miała wspaniałe, długie włosy, jak tkane ze złota. Gdy słyszała głos czarownicy, rozwiązywała warkocze, zawijała na haku okiennym, a potem włosy sadały dwadzieścia łokci na dół, by czarownic mogła po nich wejść.


Zdarzyło się po paru latach, że przez las koło wieży jechał królewicz. Usłyszał śpiew, tak uroczy, że zatrzymał konia i słuchał. To głos Roszpunki tak rozbrzmiewał słodko. Dziewczyna śpiewała w swej samotności dla zabicia czasu. Królewicz chciał wejść na górę, szukał drzwi do wieży, lecz nie mógł ich znaleźć. Pojechał więc do domu. Lecz śpiew tak poruszył jego serce, że codziennie zjawiał się w lesie by posłuchać. Gdy raz stał za drzewem, ujrzał czarownicę i usłyszał jak woła:


„Roszpunko, Roszpunko
Spuść mi na dół włosy!”


Spuściła wtedy Roszpunka swoje włosy, a czarownice weszła po nich na górę. „Jeśli do drabina, po której można wejść na wieżę, to i ja szczęścia spróbuję” Następnego dnia, gdy robiło się już ciemno, podszedł do wieży i zawołał [...].


Wnet włosy spadły z góry, a królewicz wspiął się po nich na wieżę.''

'Roszpunka' - bracia Grimm (fragment)

To jedna z moich ukochanych, wypełnionych wspomnieniami dzieciństwa baśni. Roszpunka była bardzo popularna w Rosji, nie zapomnę jak dziadek przywiózł mi z Petersburga lalkę- 'Rapunzel', piękna, białowłosa, w pastelowej suknii i z długom warkoczem. Do teraz ją trzymam, to dlatego, że jestem bardzo sentymentalna, ale nie ukrywam, do dziś mam słabość do lalek, do baśni również.



A do dobrej niekoniecznie dziecięcej lektury, tak jak obiecałam, zadedykowane Wam:

Kruche tarteletki z kremem waniliowym, malinami i odrobiną pistacji.
/na podstawie książki: 'Ciasta' Michela Roux/



składniki:
na ok. 12 babeczek

ciasto kruche:
/niezwykle chrupiące/

250g mąki
125g miękkiego masła, pokrojonego w kostkę
1 jajko
1/2 łyżeczki soli
40 ml zimnej wody


Usypać wzgórek z mąki i zrobić w nim wgłębienie. Włożyć w nie masło, wsypać sól, cukier i wbić jajko. Palcami wymieszać i połączyć składniki na gładką masę.

Powoli zagniatać mąkę, aż ciasto będzie miało ziarnistą konsystencję. Wlać wodę, delikatnie połączyć z resztą ciasta.

Wyrabiać ciasto wewnętrzną stroną dłoni, aż będzie gładkie (ale nie za długo). Utwożyć z niego kulkę, owinąć w folię i wstawić do lodówki (do momentu, aż będzie można je łatwo wałkować)

krem waniliowy:

3 żółtka
65g cukru pudru
20g mąki
250 ml mleka
1/2 strąku wanilii, przeciętego wzdłuż
odrobina masła


Ubić w misce żółtka i 1/3 cukru na lekką, puszystą masę. Połączyć z mąką.

Podgrzać w rondelku mleko wraz z pozostałym cukrem i strąkiem wanilii. Gdy zacznie wrzeć, zalać nim masę jajeczną, stale mieszając. Przelać z powrotem do rondla. Doprowadzić do wrzenia na średnim ogniu, nadal stale mieszając trzepaczką. Gotować 2 minuty, a następnie przełożyć do miski. Na wierzchu rozmieścić równomiernie niewielkie wiórki masła, aby zapobiec tworzeniu się skorupy. Przed użyciem, usunąć strąk wanilii.

* zimny krem można przechowywać w lodówce do 3 dni

bita śmietana:

500 ml śmietany kremówki, mocno schłodzonej
50g cukru pudru
nasiona zeskrobane ze wnęterza strąka wanilii


Umieścić wszystkie składniki w oziębionym pojemniku. Ubijać mikserem 1-2 minuty na średnich obrotach. Zwiększyć obroty i ubijać kolejne 3-4 minuty, aż śmietana zacznie gęstnieć. Należy uważać, aby się nie zwarzyła.

maliny:


300-400g do dekoracji

pistacje:

do dekoacjaki w ilości wg. uznania (lekko podpieczone w piekarniku)




przygotowanie:

Ciasto rozwałkować na grubość 2 mm. Wylepić nim foremki do babeczek lub tarteletek. Stawić do lodówki na ok. 20 minut (można na dłużej).

Nagrzać piekarnik do temp. 190 st. C. Nakłuć ciasto widelcem. Przykryć papierem do pieczenia i wypełnić suchą fasolą (by nie rosło). Piec bez nadzienia ok. 15- 20 minut. Usunąć papier i fasolę i piec jeszcze 5-10 minut na złocisty kolor. Wyjąć z foremek i pozostawić do ostygnięcia.

Delikatnie wymieszać śmietanę z kremem i wypełnić mieszaniną tarteletki.

Udekorować malinami i posiekanymi pisacjami.




 Bon Appétit!

poniedziałek, 4 października 2010

Duże smutki i małe smuteczki...


Ludzie potrafią sprawić tyle przykrości...a ja wciąż nie rozumiem, dlaczego? Dlaczego im bardziej sie staramy tym gorzej na tym wychodzimy? Przecież, jeśli sobie pomagamy nawzajem, to jest nam łatwiej, więc po co brać od innych, by potem rzucać im kłody pod nogi.

Kłamstwo, wszędzie czycha na nas kłamstwo i obłuda. Racja,  prawdziwy przyjaciel zdarza się bardzo rzadko, a dobrzy znajomi, to tylko ludzie którzy czasem się do nas uśmiechają. Nic więcej. Mam wrażenie, że tylko czekają na nasze podknięcia. Pomimo tego ile dla nich robimy, oni nas nie doceniają i wbijają nam igły tak często jak tylko mogą.

Przykre, ale żeby poznać ludzi trzeba odryć ich przeróżne twarze, wtedy dopiero dowaidujemy się ile są warci i ile my znaczymy dla nich. Choć czasem znaczymy tyle co nic.

A dla wszystkich przygnębionych, opuszczonych, oszukanych...i w sumie mogłabym tak wymieniać w nieskończoność, gdyż stany emocjonalne zmieniają się we mnie jak w kalejdoskopie od wściekłości, przez smutek po rozczarowanie,
więc poprostu dla każdego komu choć przez chwilę jest smutno, żeby zapomniał o tym co złe...

Kubek malin i domowa bita śmietana
/na duże smutki i małe smuteczki/


i wierszyk z dzieciństwa:

''Na brzegu błękitnej rzeczki
Mieszkają małe smuteczki.
Ten pierwszy jest z tego powodu,
Że nie wolno wchodzić do ogrodu.
Drugi - że woda nie chce być sucha.
Trzeci - że mucha wleciała do ucha.
A jeszcze, że kot musi drapać,
Że kura nie daje się złapać.
Ze nie można gryźć w nogę sąsiada
I że z nieba kiełbasa nie spada.

A ostatni smuteczek jest o to,
Ze człowiek jedzie, a pies musi biec piechotą.
Lecz wystarczy pieskowi dać mleczko
I już nie ma smuteczków nad rzeczką.''


Jan Brzechwa ''Psie smutki''

a jak zrobić domową śmietanę? ubić kremówkę z cukrem pudrem.

Bon Appétit!

sobota, 2 października 2010

O rodzinnych spotkaniach i drobnych radościach.




Jakoś tak się złożyło, że początek października jest wypełniony rodzinnymi uroczystościami, z resztą początek września był podobny, ale to dobrze. Jest wtedy czas na wieczory z rodziną i przywoływanie wspomnień. Tak jak dziś. Zjeżdżamy się wszyscy. Świętujemy, jemy i rozpamiętujemy dawne czasy.
To miłe, gdy siedzi się z bliskimi przy stole, z kieliszkami szampana i tortem, a później przy gorącej herbacie z cytryną i kolacyjnie zastawionym stole z deskami serów, wędlin i chlebem. Gdy wszyscy uśmiechają się do siebie i śmieją się nawet z nie śmiesznych żartów.

Ale do takich chwil nie potrzeba drogich win, tortów i wykwintnych deserów. Wystarczą nawet małe przyjemności, które wnoszą radość w każde spojrzenie. Wystarczy rodzina i kilka ciepłych słów.

A teraz coś prostego i pięknego, czyli:

Muffinki z gruszkami i białą czekoladą.
/ idealne na rodzinne chwile/


Tak naprawdę składniki można dawać 'na oko' a bardziej 'od serca'. Ja tak robiłam i były to najlepsze muffiny jakie w życiu upiekłam. Podam wam jednak przybliżone ilości składników, ale dobrze jest dodać im od ciebie jeszcze trochę magii i robić je z radością, wtedy zawsze się uda!

składniki:

2 dorodne gruszki
250g mąki żytniej (typ 720)
80 g roztopionego masła
250-300 ml mleka
jajko
120 g cukru
szczypta soli
2 łyżeczki proszku do pieczenia
pół łyżeczki sody
opcjonalnie płatki migdałowe

100g białej czekolady do przygotowania polewy
cukrowe koraliki do dekoracji



 przygotowanie:

Piekarnik nagrzać do temperatury 180 st. C.
Formy do muffinek wysmarować tłuszczem lub włożyć papierowe foremki.
Gruszki obrać, usunąć gniazda nasienne i pokroić na małe kawałki.

Mąkę wymieszać z proszkiem do pieczenia, sodą i szczyptą soli. 
Do lekko roztrzepanego jajka dodać cukier i mleko, dołączyć z masą mączną, mieszać, aż wszystkie skłądniki się połączą.
Dodać gruszki (opcjonalnie różnież migdały) i starannie wymieszać.
Nakładać ciasto do 3/4 wysokości foremek.
Piec na środkowym poziomie piekarnika przez ok. 25 minut.
Ostudzić i wyjąć z foremek.

Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej, lekko ostudzoną polać muffinki.
Ozdobić cukrowymi koralikami.

Jak wygląda? Według mnie- idealnie!


 Bon Appétit!

poniedziałek, 27 września 2010

Ciasto śliwkowe i chwila refleksji.



Jak mówią, że będzie słońce to pada, a jak prognozują, że będzie padać, to też pada...
Jak to jest? Powiedzcie mi.

Tylko deszcz, deszcz, deszcz...w mojej głowie niedługo też będzie tylko deszcz, a jak deszcz już wszystko zmyje to nic nie będzie, tylko pustka.

Ciekawa jestem co bym wtedy do niej powkładała...

To troche jak pakowanie walizki, albo układanie rzeczy w szafie, ale chciała bym pamiętać:
- wspomnienia, te radosne i mniej
- doświadczenia, tak bagaż doświadczeń na ogół jest ciężki, ale warto go dźwigać
- widoki, uśmiechy i łzy,
- smaki i aromaty, zapach kwiatów
- poranki i zachody słońca, poranną rosę...
...tak naprawdę to nie wiem czy chciałabym o czymkolwiek zapomnieć.

Chyba najlepiej jest mi właśnie tak jak jest.

Trochę za bardzo sie zamyśliłam...chociaż, czasem miło tak sobie podumać.
A do chwili refleksji najlepszy jest kubek herbaty i domowe ciasto.

Ciasto czekoladowe ze śliwkami i kruszonką.




składniki:
na 2 keksówki- 24 cm

165g cukru brązowego
280g mąki pszennej
180g masła
2 łyżeczki proszku do pieczenia
3 łyżki kakao
1/4 łyżeki soli
200g cukru pudru
3 jajka
180ml mleka
100g gorzkiej czekolady
300g śliwek

przygotowanie:

Keksówki smarujemy masłem i posypujemy bułką tartą.
Piekarnik nagrzewamy do 180 st. C.

kruszkonka:

Cukier mieszamy z 3 łyżkami masła i 30g mąki, odstawiamy na bok.

ciasto:

Resztę masła ucieramy z cukrem pudrem, dodajemy jajka.
Proszek do pieczenia, kakao i resztę mąki mieszamy w osobnej misce.
Ucierając masło, dodajemy na zmianę suche składniki i mleko oraz czekoladę.
Wlewamy do keksówek, na wierzchu układamy śliwki (przecięciem do dołu).
Posypujemy kruszonką.
Wstawiamy do piekarnika i pieczemy ok. 60 minut (jeśli śliwki są bardzo soczyste można pozostawić na 80 minut). Po upieczeniu pozostawiamy je w ciepłym piekarniku z uchylonymi drzwiczkami, aż ostygnie.
Kroimy całkowicie wystudzone.




Miłego wieczoru, a niektórym już kolorowych snów.

Bon Appétit!

czas na  śliwki

niedziela, 26 września 2010

O jesiennych sprawach i zupie grzybowej.




Jesień za oknami, powoli ogarnia nasze wnętrza, wchodzi do spiżarnii, zmienia codzienne zwyczaje i inspiruje do tworzenia nowych dań. Jednak ja pozostałam przy starym dobrym przepisie na pyszną zupę grzybową, z nie pierwszych, ale prawdziwie jesiennych, leśnych grzybów.

Są różne zupy: pieczarkowe, kurkowe z maślaków, ile zup tyle grzybów i na odwrót.
Ja jednak uwielbiam te najbardziej banlne, czarne łebki.

Zupa grzybowa ze świeżych podgrzybków



składniki:

700 g podgrzybków

1 łyżka masła
1 posiekana cebula
3 szklanki gorącego bulionu wołowego (warzywny jest mniej aromatyczny)
1 szklanka jogurtu greckiego lub kefiru
1 łyżka soku z cytryny
1 łyżeczka mąki
sól i pieprz

natka pietruszki do podania


przygotowanie:

Grzyby oczyścić, umyć i osuszyć. Pokroić na mniejsze kawałki i włożyć do dużego rondla z grubym dnem. Smażyć delikatnie mieszając, aż odparuje z nich sok. Dodać masło oraz cebulę, smażyć razem przez chwilę, aż cebula się zeszkli. Wlać bulion i gotować przez około 10 - 15 minut na małym ogniu. Wymieszać jogurt/kefir z sokiem z cytryny, następnie połączyć z mąką i przelać do garnka z zupą. Doprawić do smaku solą oraz pieprzem. Gotować jeszcze przez 5 minut na małym ogniu.
Podawać posypane natką pietruszki.

***
Zupa najlepiej smakuje z makaronem domowej roboty, ale można pować różnież ze świeżym chlebem.

Czekając na zapowiedziany deszcz i rozkoszując się gorącą zupą, 
życzę wszystkim pięknej polskiej złotej jesieni.


Bon Appétit!

sobota, 25 września 2010

Weekendowe wypieki, czyli 'Kochanie zrób mi śniadanie'.




Uwielbiam ciche sobotnie poranki, kiedy mogę do woli buszowac w kuchnii, a jeszcze bardziej kiedy pieczemy wszyscy razem. Jednak nigdy nie spodziewałabym się, że w piątkowy wieczór usłyszę od mamy:

'Kochanie, zrób mi jutro śniadanie'

Śniadanie? Rozumiem deser/ciasto/obiad, ale śniadanie?
I co ja mam wymyślić, przecież nie jajecznicę, omlet też odpada...
Wszystko wydaje się zbyt banalne, gdy nagle

'Już wiem!'

Przypomniał mi się przepis z mojej książki, znaleziony na blogu Liski. Mianowicie:
'Szwedzkie bułeczki żytnio-pszenne z rodzynkami'
Uwielbiam rodzynk. I ten aromat przypraw. To był strzał w 10!
Idealne, oryginalne i pyszne.

Szwedzkie bułeczki żytnio - pszenne z rodzynkami
/Wspaniale pasują do szklanki mleka lub gorącej kawy./




składniki:
9 małych bułeczek

10 g świeżych drożdży
35 g rodzynek
1/2 łyżeczki nasion kminku
1/2 łyżeczki nasion kolendry
1/2 łyżeczki nasion kopru włoskiego
1/2 łyżeczki anyżu
25 g melasy
15 g masła
150 ml mleka
140 g mąki pszennej
100 g mąki żytniej chlebowej (typ 720)
1/2 łyżeczki soli



przygotowanie:

Masło rozpuścic w garnuszku, podgrzać z mlekiem, melasą, solą i nasionami.
Ostudzić do temperatury pokojowej.

Rozkruszyć drożdże do miseczki i połączyć z płynem. Dodać rodzynki i stopniowo wsypując mąkę, zagnieść ciasto (mąka żytnia może powodować, że ciasto będzie klejące).
Przykryć ściereczką i odstawić do wyrastania (w ciepłe miejsce) na 30-60 minut.
Z wyrośniętego ciasta formować bułeczki, uprzednio smarując dłonie oliwą/olejem.
Wierzch bułeczek posmarować lub spryskać delikatnie oliwą, oprószyć mąką i odstawić do wyrastania na 30 minut.

Piekarnik nagrzać do 225 st C. wstawić bułeczki i piec je ok. 10-12 minut.
Ostudzić na kuchennej kratce.

***
Ja uformowałam 9 małych bułeczek, większych powinno wyjść ok. 6. Jeśli potzrebujemy więcej zawsze możemy podwoić przepis, gdyż ja używam tylko połowy z oryginalnego przepisu.

***
Te poranne przysmaki najlepiej komponują się z kwaśnym dżemem, amatorom słodkich smaków polecam podawać je z miodem.


Miłych sobotnich poranków i...
...Bon Appétit!
Related Posts with Thumbnails